Krośnieńska Spółdzielnia Mieszkaniowa - info

Sprzątanie - potrzebni alpiniści

Bardzo podoba mi się sprzątanie na ulicy Piastowskiej. Pani od tej roboty dba o to żeby można się było zaprzyjaźnić z pająkami (nie umiem rozpoznawać osobników pająków, ale lokalizacje ich pajęczyn znam dobrze, jako że z rzadka usuwane mogą być wybudowane do pokaźnych rozmiarów) i to dobrze, bo pają pożyteczny i muchy potrafi złapać, a przy tym brudzie to mogłyby się zadomowić na dobre. W sprzątaniu podobają mi się najbardziej dwie rzeczy. Po pierwsze winda i szczelina w której pracują drzwi wykorzystywana jako schowek na śmieci. Schowek dobry, pewnie niewielu zauważa pędząc do windy i uciekając z niej (jako, że malutka to i ścisk wielki, więc i uciec chce sie jak najszybciej - chyba, że ktoś lubi się poprzytulać). Schowek zaczyna dekonspirować dopiero gdy poziom zapełnienia przekracza 20% i wtedy drzwi zaczynają pracować ciężko, coraż ciężej i zaczyna być jak z lokomotywą w wierszu Tuwima "Stoi i sapie, dyszy i dmucha", tylko że rzeczy tyczy się drzwi windy, a nie lokomotywy. Raz nawet napomknąłem o tych drzwiach Pani sprzątającej, powiedziała że zaraz tam przeczyści, poszedłem gdzieś, wróciłem za jakiś czas, a śmieci nie ubyło ani trochę. No cóż, pewnie Pani zapomniała bo myślała jak tu wymyć okna, a sprawa nie jest prosta, wszak okna na klatce wysoko, duże jest tylko uchylne, więc trzeba by się na coś wspiać i mieć odpowiednie narzędzie żeby sięgnąć. Wierzcie lub nie, ale Pani sprzątająca bardzo by te okna chciała wymyć, ale po prostu nie potrafi, bo nie dostaje. Kiedyś pewna Pani opowiedziała mi, że zwróciła uwagę Pani sprzątającej na te brudne okna, a ta jej na to że ona tam nie dosięgnie. Hmmm, no trudno, ale szkoda że trzyma ten fakt w tajemnicy przed włodarzami ze spółdzielni. Ci dzielni wojowie nie pozwoliliby na to, żeby mieszkańcy żyli przy brudnych oknach na klatce schodowej i zaraz na pewno zatrudniliby alpinistów przemysłowych, żeby podwieszenie na linach te okna wypucowali. Ach, jakie to by było widowisko dla mieszkańców okolicznych domów, a jaka duma mieszkańców bloków, że tacy odważni panowie okna im pucują. A co do Pani sprzątającej, naprawdę nie ma się co czepiać, stara się jak może, ale jak to pisała Konopnicka "pucu pucu, hlastu hlastu, nie mam rączek jedenastu".  Biedna kobiecina, ma tyle roboty że przecież się nie rozdwoi.

Na koniec taka ciekawostka. Wchodząc na półpiętro, na barierce była kiedyś duża plama krwi, soku, czegokolwiek, niewiem, nie badałem. Była sobie ta plama pierwszy tydzień, drugi tydzien i ileś tam jeszcze czasu, nie tykana, nie ruszana i pewnego dnia znikła. Długo myślałem co się z nią stało, już do niej przywykłem, wręcz zacząłem tęsknić i jakoś tak nieswojo czułem się wchodząc i jej nie widząc - czy to mój blok czy nie mój. Myślę, Pani sprzątająca najzwyczajniej w świecie zmyłą ją szmatą, no trudno, trzeba będzie jakoś z tym żyć. Ale nie, nic bardziej mylnego, gdzieżby zmyłą, Pani sprzątająca nie lubi tak drastycznych zmian dokonywać w otoczeniu. Nie ona, więc kto? Może jakiś mieszkaniec sie wkurzył i umył, a może ten co zabrudził, ruszyło go sumienie i zmył? Nie, znów mylny trop. To mości Panowie malarze zamalowali swoją magiczną farbą, tak że śladu nie ma.